Porównywarka cen - Windykacja - Sony Ericsson k850i - Optymalizacja stron - monitory lcd

Co da nam wprowadzenie Euro?

Tagged Under : ,

Posted in Euro, Prognozy by admin

Na fali entuzjazmu wobec przyjęcia przez Polskę wspólnej europejskiej waluty, warto się zastanowić, co stracimy. Szczególnie, że w zalewie medialnej papki przedstawiającej same korzyści ze wstąpienia do strefy euro, rzadko jesteśmy informowani o drugiej stronie tego medalu. Ostatnio premier Tusk stwierdził, że do przyjęcia wspólnej waluty będziemy gotowi w 2011 r. Dotychczas mówiło się o roku 2012, jako oczekiwanym terminie jej przyjęcia. Czy to aby nie jest zbytni pośpiech? Warto wiedzieć co tracimy na odejściu od złotego.

Polska wyrzeka się praw
Po pierwsze, wraz ze wstąpieniem do strefy euro Polska zrzeka się prowadzenia własnej polityki monetarnej na rzecz Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Rezygnujemy wtedy z samodzielnego ustalania wysokości stóp procentowych. Zwolennicy wspólnej waluty często bagatelizują ten problem, jednak jest on niezwykle istotny. Nie miejmy złudzeń, EBC w swojej polityce będzie kierował się dobrem całej Unii Europejskiej, a w szczególności dobrem krajów takich jak Francja, Włochy czy przede wszystkim Niemcy. Te kraje bowiem mają największy udział w PKB strefy euro i ich dobrobyt z punktu widzenia EBC jest
najważniejszy. Polska ze swoim ok. 3-proc. wkładem w PKB Unii Europejskiej będzie dla Europejskiego Banku Centralnego krajem drugiej kategorii.

Skokowy wzrost inflacji
Kolejny problem dotyka już bezpośrednio portfeli naszych obywateli. Nie było chyba takiego kraju, gdzie po przyjęciu euro ceny nie poszły w górę, a realne pensje nie obniżyły się. W takich wypadkach zawsze ceny były zaokrąglane do góry, natomiast wynagrodzenia zaokrąglano w dół. Najbardziej wymowny jest przykład Austrii, gdzie ceny od czasu przyjęcia wspólnej waluty (2004 r.) poszybowały o minimum kilkadziesiąt procent. Na austriackim portalu OE24.at zostały podane dane na temat wzrostu cen od momentu przyjęcia euro. Wystarczy przyjrzeć się zaledwie kilku produktom: mleko podrożało o 29 proc., wino o 20
proc., prąd aż o 104 proc., bilety do muzeów średnio o 42 proc., pomarańcze o 45 proc., taryfa taxi o 18 proc.

Straci zwykły Kowalski
Zbyt szybkie przyjęcie euro grozi spadkiem realnej wartości naszych oszczędności lokowanych w złotówkach. Rynkowi eksperci zgodnie twierdzą, że złotego czeka dalsze umacnianie się względem euro i jest to trend na co najmniej kilka lat. Jeśli przyjmiemy wspólną walutę zbyt szybko wartość naszych lokat bankowych przeliczonych na euro będzie mniejsza. Obrazuje to następujący przykład. W chwili obecnej kurs złotego do euro to ok. 3,40, więc za każde 10 tys. PLN na lokacie otrzymamy 2941 EUR. Jest bardzo możliwe, że w 2011 r. kurs będzie wynosił ok. 3,1 PLN za 1 EUR. Wówczas za każde 10 tys. PLN otrzymamy 3225 EUR. Gdyby poczekać jeszcze parę lat, aż kurs złotego wyniesie ok. 2,8 PLN za 1 EUR, to każde 10 000 PLN naszych oszczędności zostanie przeliczone na 3571 EUR. Jak widać nie warto się spieszyć z przyjęciem wspólnej waluty.

Nie chcą euro
Polscy politycy powinni pamiętać, że Wielka Brytania, Szwecja i Dania nie bez powodu nie chciały wspólnej waluty i zastrzegły to w traktatach akcesyjnych. Ich negocjatorzy zdawali sobie sprawę, że w razie kryzysu gospodarczego przynależność do strefy wspólnej waluty pozbawia istotnych narzędzi w polityce państwa, czyli obniżania stóp procentowych i obniżania wartości rodzimej waluty. Bank Anglii nie raz pokazał, że umie tak manipulować kursem funta by zwiększyć konkurencyjność gospodarki i zapewnić sobie tanie surowce z zagranicy. Może dzięki temu właśnie gospodarka UK, pomimo ostatnich kłopotów,
zaliczana jest do najprężniejszych w całej Europie.

Państwo nie pomoże
Kraje w strefie euro borykają się z coraz silniejszym sprzeciwem wobec wspólnej waluty. Co ciekawe, jednymi z największych jej przeciwników są drobni przedsiębiorcy, którzy mieli w założeniach być jednymi z beneficjentów wstąpienia do strefy euro. Niestety, rządy tych krajów same pozbawiły się możliwości dewaluacji rodzimej waluty w celu zwiększenia słabnącej konkurencyjności firm. Nic dziwnego, że w takich krajach, jak na przykład Włochy, narasta sprzeciw wobec wspólnej waluty.

BIEC: Ruch cen na świecie ważny dla cen krajowych

Tagged Under : ,

Posted in Prognozy by admin

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem ruchy cen towarów i usług konsumpcyjnych – CPI, od kilku miesięcy spada. Grudniowa inflacja z pewnością będzie wyższa od tej z listopada ub. roku, co wskaźnik sygnalizował rok temu, jednak pierwsze miesiące tego roku powinny przynieść ograniczenie tempa wzrostu cen. Wiele wskazuje na to, iż pomimo drożejącej żywności, wzrostu cen paliw i energii oraz narastającej presji na wzrost płac - impulsy inflacyjne mają jak na razie charakter krótkookresowy. Przyszła inflacja w dużym stopniu zależy od tego czy impulsy te nabiorą cech trwałości, czy też pozostaną wydarzeniami jednorazowymi. Prócz czynników wewnętrznych po raz pierwszy od wielu lat decydujące dla stabilności cen krajowych są sygnały płynące z otoczenia gospodarki. Pomimo coraz wyraźniejszych oznak spowolnienia gospodarki światowej, ceny wykazują tendencję do wzrostu. Z żądaniami podwyżek płac borykają się gospodarki Unii Europejskiej, ceny ropy naftowej podwyższają koszty produkcji szeregu sektorów, zaś nieurodzaj, który dotknął w ubiegłym roku niemal wszystkie kontynenty oraz rosnący popyt na żywność w nowych wschodzących gospodarkach wywindowały jej ceny. Decydująca dla tegorocznych procesów inflacyjnych będzie pierwsza połowa roku, kiedy to najprawdopodobniej będzie można więcej powiedzieć o tendencjach cen surowców i żywności oraz lepiej ocenić skalę spowolnienia gospodarczego.

Od blisko czterech lat stabilizująco na ceny działa umacniająca się złotówka, co korzystnie wpływa na import. Ostatnie dostępne dane na temat cen importu z września ub. roku informują o nieznacznym wzroście tych cen, co było konsekwencją nieco wolniejszego w tym czasie umacniania złotego względem podstawowych dwóch walut.

Dobra koniunktura, a w związku z tym wysokie wpływy do budżetu zmniejszają potrzeby pożyczkowe państwa, co przyczynia się do ograniczenia jego zadłużenia. Realne zadłużenie skarbu państwa po raz pierwszy od czterech lat roku nie zwiększyło się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Dodatkowo rosnący kurs złotego obniża złotówkową wartość długu nominowanego w obcych walutach.

Od kilku miesięcy zmniejsza się również tempo przyrostu zadłużenia gospodarstw domowych z tytułu kredytów, choć zachodzą również zmiany w strukturze długu konsumenckiego – obserwujemy spadające zainteresowanie kredytem hipotecznym, który ma charakter inwestycyjny, a wzrost kredytu typowo konsumpcyjnego związanego głównie z zadłużeniem na rachunkach kart kredytowych. Ostatnie podwyżki podstawowych stóp procentowych oraz wyraźne sygnały świadczące o tym, iż kolejne podwyżki stóp nastąpią w tym roku, z całą pewnością ograniczą tempo zadłużania się gospodarstw domowych.

Drugi miesiąc z rzędu wzrastają i jednocześnie nasilają się oczekiwania przedsiębiorstw co do kształtowania się w najbliższym czasie cen na produkowane przez nich wyroby. Przedsiębiorcy stoją w obliczu rosnących kosztów wytwarzania.

Pierwsza połowa ubiegłego roku upłynęła w firmach pod znakiem rosnących kosztów pracy, co związane było głównie ze wzrostem wynagrodzeń. W nieco mniejszym stopniu rosły koszty w przeliczeniu na jednostkę wyrobu.

Do wzrostu kosztów produkcji przyczyniły się wyższe ceny w sektorze usług transportowych i magazynowania. W lipcu ubiegłego roku wzrosły one dość gwałtownie i choć w kolejnych miesiącach ich wzrost był już bardziej umiarkowany, to ponowne przyspieszenie może nastąpić w tym roku jako efekt uwolnienia rynku energii, oraz wyjątkowo drogiej ropy.